czwartek, 3 marca 2016

Host Cluby w Japonii

Coraz częściej w Japonii pojawiają się kluby nocne zwane „host clubs”,w których elegancko ubrani, przystojni, młodzi chłopcy, niczym męskie odmiany gejsz, zabawiają i usługują paniom. Ci piękni, specjalnie przygotowywani do swego zawodu „hości” krążą nocą po pobliskich ulicach, zachęcając kobiety do odwiedzenia ich klubu. Tam można sobie wybrać któregoś z nich, dopasowując opisy w specjalnym menu do swoich potrzeb i poszukiwań. Tego typu uciechy mają jednak swoją cenę, która rośnie wraz z uzależnieniem się klientek od udawanej miłości, którą darzą je nocni wielbiciele. Są one jednak tak bardzo spragnione uczuć, że gotowe zapłacić za nie na prawdę dużo.
 
Wchodząc do klubu klientka otrzymuje „menu” ze zdjęciami - panowie oferowani są jak drinki czy przystawki, w katalogu oprócz zdjęć znajdują się podstawowe informacje - wiek, wykształcenie, zainteresowania. Host kluby oferują bogaty wachlarz panów do towarzystwa; typ zimnego drania, macho, troskliwego opiekuna... Kobieta wybiera sobie jednego z nich, ale do stolika wysyłani są także inni hości na wypadek, gdyby wybrany nie przypadł klientce do gustu. Panowie, chociaż naprawdę nazywają się Tanaka czy Nakayama tutaj przyjmują bardziej zmysłowe imiona- Shunei-Chwila Szczęścia, czy Amaki- Niebiański Blask. Wszyscy są pewni siebie i roześmiani, ubrani w markowe ciuchy, pachną drogimi perfumami. Do obowiązków hosta należy zabawianie kobiety rozmową, prawienie komplementów i sprawianie, by się dobrze czuła. Jednak o seksie w klubie nie ma mowy, a raczej jest jedynie mowa i nic poza tym. Oczywiście nie jest to działalność charytatywna, gdyby klientka zdecydowała się na pocałunek, kosztowałby ją bagatela tysiąc dolarów. Gdyby jednak któraś z pań zapragnęła seksu z hostem, to jedynie poza lokalem, można powiedzieć że w ramach godzin nadliczbowych. To od hosta zależy wówczas, czy chce się przespać z klientką, oraz czy ma mu ona za to zapłacić, czy nie.
 
Tu trafiła japońska pisarka Usagi Nakamura, która chciała tylko zobaczyć, jak w nich jest. Zakochała się w jednym z chłopców i przez dwa lata wydała ponad 200 tys. dolarów na drinki wypite w jego towarzystwie. Kiedy skończyły się jej pieniądze, napisała książkę „Przewodnik po host clubach”, która z miejsca stała się bestsellerem. Całą gażę zostawiła w Top Dandy. Wśród odwiedzających host cluby są hostessy pracujące w identycznych przybytkach dla mężczyzn.
 
Część klientek ma ledwie 18 lat. Inne niedługo skończą 60. Historie o kobietach, które zakochały się w hostach, popadły w długi i zostały zmuszone przez właścicieli klubów do prostytucji, od czasu do czasu pojawiają się w mediach, jednak większość klientek nie przeżywa takich dramatów.
 
Każda klientka potrzebuje czegoś innego. Mężczyźni starają się je wyczuć. Rozmowa jest trudna, nie mogą zadawać osobistych pytań: o pracę, wiek, sytuację w domu. Klientki często przychodzą tu, żeby o tym wszystkim zapomnieć. Jeżeli dziewczyna jest w odpowiednim nastroju, kierują rozmowę na tematy erotyczne. Niektórzy zaczynają od komplementu. Mówią, że ma ładne piersi, a potem się już toczy.

Czy w grę wchodzi coś więcej niż rozmowa? Teoretycznie nie. Jeśli jednak host się zgodzi, można umówić się poza klubem. Ich sprawa, co wtedy robią i czy ona mu za to płaci, czy nie.
 
Dla mężczyzn seks jest ostatecznym celem. Hostessa musi pozwolić mężczyźnie myśleć, że się do niego zbliża, ale nigdy do tego nie dopuścić. Jeżeli na to pozwoli, on już nie będzie miał powodu, by przychodzić do klubu. Dla kobiet wszystko zaczyna się od seksu. Przywiązują się do mężczyzny, z którym się prześpią, i zostawiają wtedy w klubie więcej pieniędzy. Hości wiedzą, że jeżeli pójdą z klientką do łóżka, ona wróci. Wiem, bo sama tego doświadczyłam’ – opowiada Usagi Nakamura w książce Veroniki Chambers ‚Kickboxing Geishas’.

Kobieta, która chce tylko seksu bez rozmowy i flirtu, idzie do tańszych klubów: – wchodzi, wybiera chłopca i wychodzi. Idą do hotelu. Koszt imprezy to ok. 150 dolarów dla chłopca i drugie tyle za hotel.

Przeciętna klientka w dwie godziny wydaje tu 500-700 dolarów. Opłata za godzinę rozmowy to ok. 100 dolarów, reszta to drinki. Ich zadaniem jest pić jak najwięcej, bo dostają procent od kupionych przez nie trunków. Właściwie codziennie są pijani.
 
W host clubach mężczyźni pracują do 35. roku życia. Większość z nich nie skończyła studiów, nie mają żadnych innych umiejętności. Niektórzy otwierają własne kluby, bo trudno im zrezygnować z dużych pieniędzy, kobiet i wiecznej imprezy. Inni zrywają z przeszłością.

Kanamura Matsuri

Kalendarz jest pełen dziwnych świąt. Znalazło się w nim miejsce również na... Dzień Penisa. To nietypowe święto obchodzone jest w pierwszą niedzielę kwietnia w Kawaski (Japonia). Ulice zapełniają się wówczas korowadami ludzi przebranych za gigantyczne członki. Co klika metrów można natknąć się również na figurki penisa wykonane z gumy, żelaza czy drewna.
 
 
W japońskim Kawasaki wcale nie królują popularne motocykle, lecz... penisy! Przynajmniej jeden dzień w roku, a konkretnie w pierwszą niedzielę kwietnia. Wtedy to Japończycy świętują Kanamara Matsuri, czyli Święto Żelaznego Fallusa. Impreza przyciąga tabuny ludzi, również z zagranicy. Balowicze malują sobie fallusy na twarzach i spacerują z figurkami penisów podczas parady. O godzinie 11.00 rozpala się wielkie ogniska, a w świątyni zaczyna się biesiada zakrapiana sake. W południe wznoszony jest ołtarz z gigantycznym różowym penisem. Potem przez miasto przechodzi rozradowany pochód. Celebracja tego nietypowego dnia ma charakter rozrywkowy, jednak wielu młodych ludzi przychodzi do świątyni z drewnianymi tabliczkami, na których zapisane są modlitwy, np. z prośbą o dziecko.
 
Japończycy uważają ten festiwal jako coś zabawnego. Wiele osób przychodzi na niego aby się nieco pośmiać i zabawnie spędzić czas ze znajomymi/rodziną.
 
Tak oto wygląda Kanamara Matsuri (festiwal Stalowego Fallusa):
 
Festiwal odbywa się w pierwszą niedziele kwietnia w Kawasaki.
 
 
Skoncentrowany jest on wokół lokalnej kapliczki poświęconej penisowi, która niegdyś była popularna wśród prostytutek, które modliły o ochronę przed chorobami wenerycznymi.
 
 
Na festiwalu możesz kupić lizaki…
 
 
I świeczki.
 
 
Kaplica ponoć przynosi również powodzenie w biznesie, łatwy poród, małżeństwo i harmonie w związku.
 
 
A dlaczego nazywane jest to festiwalem Stalowego Penisa?
 
 
Istnieje legenda, że demon z ostrymi zębami ukrył się w waginie młodej kobiety i wykastrował dwóch młodych mężczyzn w ich noce poślubne.
 
 
Kobieta więc zwróciła się do kowala, który stworzył jej żelaznego penisa by złamać zęby demonowi i w tak powstała kapliczka ku jego czci.
 

sobota, 13 lutego 2016

Dlaczego Japończycy noszą na twarzy maseczki chirurgiczne?

Gdzie się człowiek nie ruszy, tam może dostrzec ludzi chodzących w maskach chirurgicznych. Niekiedy nawet cały tłum ludzi z nimi. Na ulicach japońskich metropolii roi się od przechodniów noszących maski chirurgiczne. Rodzi to pytanie: Dlaczego Japończycy noszą te maski? Po co im one?


Powodów jest kilka. Najbanalniejszym z nich jest choroba. Osoba chora zakłada maseczkę, aby nie zarażać innych. Nawet podczas przeziębienia, by przypadkiem na kogoś nie kichnąć lub nie nakasłać. To tak jakby odpowiednik zakrywania ust przy kichaniu i kaszleniu. W Japonii przeziębienie z reguły nie jest wystarczającym powodem, by opuścić dzień w pracy lub nie przyjść do szkoły.

Wprowadzony w 2003 roku produkt specjalizującej się w produkcji medycznego sprzętu firmy Unicharm zmienił oblicze rynku, a wraz z nim i zwyczaje Japończyków. Unicharm z myślą o alergikach zaprojektował maski ze sztucznych materiałów, dużo efektywniejsze w zakresie ochrony przed pyłkami kwiatowymi. Maski nowego typu miały przystępną cenę, można je było kupić hurtowo i wyrzucać po każdym użyciu. Produkt Unicharm sprawił, że Japończycy zaczęli nosić maski nie tylko po to, by nie zarażać, ale też po to, by nie zostać zarażonym. Jednak troska o zdrowie swoje i innych nie jest jedyną przyczyną ich popularności. Wielu młodych ludzi zakłada maski chirurgiczne, aby odizolować się od otoczenia. Wielu młodych Japończyków przez założenie maski i słuchawek sprawia, że trudniej jest je zaczepić. Za maską można też na przykład ukryć swoją mimikę podczas rozmowy. Wiele nastolatków jest przyzwyczajonych głównie do komunikowania się za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Lecz nie chodzi tylko o to. Maska zapewnia anonimowość. Jeśli ktoś nie chce być rozpoznany przez ludzi, może założyć taką maskę. Mam tu na myśli np. jakąś sławną osobę. Modela, aktora, piosenkarza... I wielu innych.

Japońska zima bywa dosyć chłodna. Ubieranie się warstwami jest tam w modzie i jak tylko temperatura spada, wszyscy zakładają na siebie ciepłe swetry, rękawiczki i dodatkowe pary skarpet. Tylko twarz trudno jest ochronić przed zimnem. Maski chirurgiczne, których widok na ulicy nikogo nie dziwi, idealnie nadają się do tego celu.

Jest także coś takiego, że Japonki nie chcą przebywać w miejscach publicznych z powodu braku makijażu. Nie mają jednak czasu go nałożyć, więc ukrywają swoją twarz za maskami chirurgicznymi. W ostatnich latach maski zyskały taką popularność, że niektórzy Japończycy zaczęli je nosić jedynie ze względów estetycznych, jako akcesorium modowe. Na japońskim rynku coraz więcej jest produktów skierowanych specjalnie do tego typu klientów.

Przez wiele dekad na rynku dominowały bawełniane maski z wewnętrzną kieszonką, do której wkładało się gazę. Po użyciu gazę należało wyrzucić, a maskę wyprać przed ponownym użyciem. Obecnie jednak jest bardzo dużo jednorazówek. Są dostępne w różnych kolorach i wzorach. Dostępne są także maski z postacią z anime. Jest ich od grona. Ma się w czym wybierać.